|
|
STRONA GŁÓWNA | SPIS TREŚCI | SPIS KAPSUŁ | ZIELNIK SYRENIUSZA WYDANY W 1613 |
Nie nadaje się na żołnierza, to jeszcze szczeniak.
Tajna historia II wojny światowej.
Opowieść małoletniego świadka, ostatnia okazja, mocno się zestarzał, ale wciąż żyje. Widział zdarzenia od początku, gdzie wojna się zaczęła, a potem toczyła jeszcze lata po jej oficjalnym zakończeniu.
![]() |
Nie nadaje się na żołnierza, to jeszcze szczeniak. przez Andrzeja Anonimusa |
Podziękowania
Składam specjalne podziękowanie prof. Zbigniewowi Brzezińskiemu,
Którego dobra rada pozwoliła mi pokonać impas.
Od autora:
Obecny świat powstał w wyniku II Wojny Światowej, Był na rozdrożu, przetrwał, ale mógł również zginąć. Wraz z demokracją i wolnością, ocalał dzięki rozpaczliwej, samotnej walce Polski w 1939 i potem Anglii w drugiej połowie 1940 i pierwszej 1941 roku. Zdumiewające, jak wiele poszło w zapomnienie, a najmniej znana jest kluczowa rola, odegrana przez Polskę w pierwszej fazie wojny.
Istnieje wiele książek na temat II Wojny Światowej, znakomite historyczne publikacje, podręczniki, cytujące pierwszej klasy źródła, więcej dokładnych szczegółów, lub usuwające mniej ważne. Więc dlaczego tak różnię się one miedzy sobą? Prawie każdy kraj przedstawi inną, czasem po kilka różnych wersji. Oczywiście, obraz zmienia się w zależności od punktu widzenia, ale przynajmniej same fakty nie powinny. Pomijając fałszerstwa, podyktowane przez dyktatorów i przez długi czas obowiązkowe w wielu krajach.
Jest rzadko używany źródło, prawie dziewicze, niewykorzystane, otwarte do badań: współczesna opinia publiczna, przedstawiono w prasie tamtych dni. Na pewno nieobiektywna, „mnóstwo za bardzo”! Wydaje się, że na świecie nie było nigdy bezstronnej, obiektywnej gazety. Co z tego? Czyż na procesach, nie zezwala się zeznawać także stronniczym świadkom? Czy mimo uprzedzenia, ich zeznania nie przyczyniają się do odsłonięcia pełnego obrazu prawdy? A większość źródeł historycznych, pamiętniki, wspomnienia, nawet oryginalne dokumenty czy nie bywają też stronnicze i pokrętne? To nie przekreśla ich użyteczności, wymaga tylko krytycznego stosunku, użycia zdrowego rozsądku i porównania z innymi źródłami, z poprawką na brak obiektywizmu. Te inne często są też pokręcone, ale inaczej, mniej lub bardziej.
Do zrozumienia sensu historii, jej struktury, faktów - tego, co naprawdę się stało - są niezbędne dwa elementy: obecna wiedza i dawna pamięć, znajomość ówczesnej opinii publicznej. Obecnie coraz mniej ludzi zachowało pamięć, lub własne wspomnienia ówczesnej opinii publicznej. Dlatego uczeni interpretują błędnie fakty. I dlatego autor wprowadził do powieści "Kapsuły", które przedstawiają ówczesne tło i ducha tych czasów. Mała część z własnego doświadczenia, większość z bieżącej prasy, którą wówczas czytał i porównywał.
To tylko pierwszy krok, obecnie każdy czytelnik może tak postąpić, znaleźć wiele satysfakcji, przyjemności i rozrywki czytając stare gazety osobiście. W dużych bibliotekach są zwykle zbiory starych gazet, jeżeli nie, możliwe jest dostęp do kopii elektronicznych (lub do starych mikrofilmów). Nowoczesne zbiory są już zwykle skomputeryzowane, a jeśli lokalnie nie, wkrótce będą. Dlaczego nie odkrywać historii samemu, stworzyć sobie własnego obrazu? Zwłaszcza jeżeli trafi się na sprzeczne opinie i polemikę gazet. Żaden szczegół ni fakt nie ukryje się, ścieranie się sprzecznych poglądów (im bardziej stronniczych tym lepiej), to droga do poznania obiektywnej prawdy. O wiele lepsza, niż grube tomy historyków, którzy często przepisują jedni od drugich, opuszczają ważne części starego, wiele razy przeżutego tekstu, albo z za wielu drzew, nie widzą lasu. Kolejne przeróbki przypominają grę towarzyską, tzw. "głuchy telefon" coraz więcej przekręca się historię. Warto poświęcić kilka miesięcy, czytając roczniki starych gazet, odkryć zaginiony świat i prawdę.
Autor powieści wcześnie nauczył się czytać i jeszcze przed szkołą, znalazł w tym zastępczy świat. Najpierw bajki dla dzieci i przygody, ale już od ośmiu lat czytał wszystko co popadło, także gazety, co najmniej 6, średnio 10 godzin dziennie. Po wypadkach Mukdeńskich i następnie w Szanghaju, w 1937 rozpoczęła się wojna na pełną skalę, a wcześniej, w 1936 zakończyła się wojna Włosko – Abisyńska. Tu nie było miejsca na wątpliwości, walka o wolność, o jakiej czytał i marzył całym sercem. Napisał listy zarówno do Króla Królów, jak i do Cziang-Kai-Szeka, bez odpowiedzi. Ale Hiszpańska Wojna Domowa to problem, po raz pierwszy trafił na sprzeczne komentarze. Jego rodzina czytywała stale "Mały Dziennik", wydawany w Niepokalanowie, także "Rycerza Marii" i "Małego Rycerza…", oraz Poznański "Przewodnik Katolicki". Ale "Robotnik" zamieszczał inne informacje i opinie. Niezbyt bystry, nie mógł tego rozwikłać, ale stopniowo nabierał sympatii do "czerwonych", mimo wątpliwości rodziców. Choć nie światły umysł, to miał tzw. pamięć fotograficzną, rejestrowała nie tylko treść, ale też miejsce zajmowane przez tekst, wygląd gazety i strony. Nawet gdy nie rozumiał, pamiętał co, jak i gdzie.
Na przykład, zapamiętał wiadomości o Niemieckich długach i nazwisko Hjalmar Schacht, ale nie kojarzył tego z Hitlerem ani odbudową "Wehrmachtu". Na przykład, w zimie 1935-6 przeczytał miesiącznik „Skrzydlata Polska” opisujący letnie manewry Armii Czerwonej w Kijowskim Okręgu Wojskowym, w tym desant powietrzny całej dywizji. Pierwszy związek jaki znalazł w 1937, to sensacyjne wieści o zamordowaniu Gamarnika, egzekucjach Tuchaczewskiego i siedmiu czołowych Dowódcach okręgów i jedenastu zastępców Ludowego Komisarza Obrony i cudownym zniknięciu Dowódcy Armii Dalekiego Wschodu, Bluechera, wraz z świtą i dwoma wagonami, w podróży do Moskwy. Opisywał to IKC, ale to jakiś reporter z ciężką sakiewką, być może "Żółtej Prasy" Hearst'a, zdobył te wiadomości i potem zrobił mały business na boku albo wymianę z reporterem z nie dostrzeganego na świecie tabloidu z Polski. Jednak nikt wtedy (autor też) nie docenił wagi upadku pierwszej i najsilniejszej na świecie, zmechanizowanej armii, finansowanej i następnie zniszczonej przez Stalina.
Czytał o zmianach w organizacjach Niemieckich na terenie Polski gdzie hitlerowcy utworzyli "JDP", deklarującą wieczną przyjaźń z Polską i wrogość do starych Niemieckich organizacji, z głównym "DV". Była to manipulacja społeczna, przejęcie kontroli i zdyscyplinowanie mniejszości niemieckiej metodą przemocy i terroru, przy założeniu, że Niemcy zachowają zasadę solidarności narodowej i nie zwrócą się o pomoc do Polskiej Policji. I rzeczywiście, przenikały wiadomości o zamieszkach między Niemcami, ale nikt nie wiedział dokładnie o co chodzi, a władze i Policja Polska nie miała podstaw do działania, nie otrzymując żadnej skargi. Nic dziwnego, że zdyscyplinowani Niemcy znaleźli się następnie w nazistowskiej V Kolumnie.
W pierwotnym planie Hitler chciał za wszelką cenę przeciągnąć na swoją stronę Polskę i Polaków. Przyjeżdżali z przyjacielskimi wizytami i na polowania, zastępcy i bliscy współpracownicy Hitlera, oferując przyjaźń i korzyści za przystąpienie Polski do Niemiecko Włoskiej Osi, później z udziałem Japonii. Dopiero po zdecydowanej odpowiedzi, że Polska związana jest sojuszem Francją oraz paktem nieagresji z Sowietami (podobnie jak z Niemcami) ważnym do 1940 roku i najwcześniej po tym terminie mogłaby przyjąć zaszczyt uczestnictwa w Pakcie Trzech, Hitler zaczął nacisk.
Na wiosnę 1939 r., sytuacji w Europa rozwinęła się w sposób następujący: Hitler zadeklarował, że wydał na wojsko 90 miliardów marek (prawie 40 miliardów $). Powtórzyły to wszystkie Niemieckie gazety. Prawie dokładnie suma wszystkich Niemiecki długów, bez odsetek, stwierdził, że zbudował najsilniejszą armię świata i czas z niej skorzystać. Cóż, duża przesada, w celu zrobienia wrażenia na przeciwnikach i to się powiodło. Francja, przedtem też Czechosłowacja były nie gorzej uzbrojne. (Po przejęciu arsenałów Czechosłowacji, moc Hitlera niemal podwoiła się, po zwycięstwie nad Francją wzrosła czterokrotnie. Tylko po pokonaniu Polski, czasowo spadła.) Tylko jedno się nie udało: Hitler nie zdołał namówić Polaków do porzucenia sojuszu z Zachodnimi Demokracjami, przeciągnąć na swoją stronę bez walki, którą uważał za szkodliwą stratę czasu. Słusznie, mogła go zgubić, ale Naczelny Wódz Francuski spanikował.
Kryzys Kłajpedzki, gdy Hitler proponował Polsce przejęcie całej pozostałej Litwy (dla zaostrzenia apetytu na więcej ziem w bliskiej przyszłości, dzięki jego poparciu), był ostatnią próbą pozyskania Polski. Gdyby ustąpiła, Hitler mógłby szybko zacząć ofensywę na zachodzie zgodnie z planem, pokonać Francję 1939 i dokonać inwazji na nieprzygotowaną Anglię, lub wymusić na niej pokój. Jednak “przyjazne” podejście nie dało efektu. Więcej, Polska pozostała jedynym partnerem aliantów gotowym zaraz do walki. Jednakże, bez większych wymagania i długich targów, honorowe postępowanie wydało się zachodnim Sojusznikom czystą głupotą. Honest John rzadko spotyka wzajemną uczciwość.
Zachodnie demokracje przetrwał 1939 dzięki Polsce. Wszyscy teraz pamiętają, jak Wielkiej Brytanii, samotnie i długo przeciwstawiała się Hitlerowi, kosztem krwi, potu i łez. Jednak nikt nie wspomina, że w 1939 roku Polska ocaliła skórę sojuszników, Wielkiej Brytanii i Francji, kosztem własnej skóry. Teraz, Księżyc, Mars i inne fragmenty kosmosu są lepiej znane niż Ziemia w tamtym czasie. Francja nie ocalała na długo, Francuzi i tak przegrali z własnej woli. Anglia była warta wszelkich ofiar. Ale gdy Francja musiała poddać się już w 1939 roku, Anglia też nie zdołałaby przetrwać. Najlepsze co Churchill mógłby zrobić, byłaby kontynuacja wojny z Dominiów. Po klęsce Francji w 1940 roku, Roosevelt zapraszał brytyjską flotę do schronienia w portach USA i proponował Wielkiej Brytanii przenieść rząd do Kanady. Krótko mówiąc, rozważał przygotowanie wspólnej obrony zachodniej półkuli.
Dlatego Hitler nalegał tak usilnie na ofensywę na zachodnim froncie już w 1939 roku. Jednakże, Wehrmacht wyczerpał cały potencjał w kampanii Polskiej,. Mniej, niż 25% czołgów pozostało zdolnych do działania, brak było amunicji, jak wiadomo, nawet "Die Luftwaffe" miała bomby tylko na kilka tylko dni. Polacy nie zdecydowali się na popełnienie zbiorowego samobójstwa po to, aby ocalić wolny świat. Połączone siły Polski, Francji i Anglii były silniejsze, szanse wyglądały wystarczająco dobrze. Gdyby Sojusznicy działali uczciwie, Hitler nie mógł wygrać pierwszej kampanii, nie wspominając o planie obalenia przez własną armię po pierszym potknięciu, przygotowanym przez Ludwika Becka.
Ani Polacy, ani sojusznicy nie byli świadomi, że Stalin popierał Hitlera cały czas. Nie z miłości, ale dwa potwory miały wspólny cel: rozpocząć wojnę i dopiero potem zdecydować, kto zostanie przy życiu i zrabowanym łupie. Kiedyś, ziemia była ogromna, a odległości większe, wielu cywilizacji rozwijało się i upadła, inne przejmowały ich dziedzictwo. Globalizacja to zmieniła. Po raz pierwszy, dwóch prymitywnych, szalonych terrorystów zostało dyktatorami o absolutnej władzy. Jeden z paranoją, zabić zanim zabiją jego, drugi szukający kompensacji kompleksu niższości z młodości, doprowadzili całą ludzkość na skraj przepaści. Współpracując tajemnie, rozpoczęli II Wojnę Światową przygotowawszy największe armie, na szczęście ten pierwszy, paranoik, zepsuł swe narzędzia. Ale tak czy inaczej, gdyby pozostali trochę dłużej razem, zanim spróbowali zabić się nawzajem, ich potęga mogła wystarczyć, by opanować świat. Ludzkość była blisko punktu bez powrotu, dwa potwory mogły najpierw zniszczyć cywilizację i świat zrobić miejscem niezdatnym do życia, dopiero potem rzucając się siebie do gardeł. Potem, ludzkość żyła jeszcze wiele lat w niebezpieczeństwie, Stalin pozostał. Kosmiczne katastrofy nie są jedynym niebezpieczeństwem, możemy popełnić samobójstwo przez naszą własną głupotę, prawdopodobieństwo wciąż rośnie.
Chłopiec, na początku wojny w wieku jedenastu lat (i dwa miesiące!), nadal czytał wszystkie dostępne gazety, Niemieckie i Polskie, tzw. gadzinowe. Następnie także prasę Polski Podziemnej, przez pewien czas (ale to już jako prawie dojrzały piętnastotolatek) został ochotnikiem pomagającym archiwiście podziemnej prasy. Oprócz kontaktu z wybitnym człowiekiem, miał stały dostęp do pojawiających się regularnie, około 30 stałych, głównych czasopism centralnych i lokalnych, oraz około 200 dostarczanych od czasu do czasu, nie licząc efemeryd. Wyjątkowo trafiały się rzadkie tam i cenne okazy, takie jak "Gryf Pomorski" i "Słowo" Wileńskie. Oczywiście nie mógł przeczytać wszystkiego, nie był w stanie, dostawał zawrotów głowy. Nie wspominając o zapoznaniu się ze starymi wydaniami. Aż do przyjęcia do partyzantki, w sierpniu 1944, był prawdopodobnie jednym z najlepiej poinformowanych osób w Polsce. Ta wyjątkowa okazja trwała tylko pół roku, ale co to za kapitalne źródłem informacji! Nie było nigdy takiej obfitości opinii, komentarzy, wolnego słowa, jak w prasie podziemnej 1944 r. (może tylko trochę podobna stała się „bibuła” z czasu wojny „Polsko-Jaruzelskiej”). Dlaczego historycy tak rzadko korzystają z dawnej prasy? Stare gazety to po prostu skarb, leżący odłogiem.
Potem, robił wszystko co mógł żeby go zabili, ale jako urodzony niedołęga nawet tego nie osiągnął, choć mało brakowało. Duch i pasja Don Kiszota pchały go do miejsc i ludzi, blisko dna piekła. Teraz, stary koń (a może osioł?), napisał coś, właściwie ani reportaż, ani powieść. Raczej szereg autentycznych, migawkowych zdjęć z przeszłości. Autor nie miał kwalifikacji do bohatera, marzenia i chęć to za mało. Był zrobiony z gorszej gliny. Śmierć, spotkał trzy razy blisko, rozpoznała gorsz smak nieudacznika i trzy razy go wypluła. Około miesiąca w obozie koncentracyjnym, dwa miesiące i kilka dni w partyzantce, zaledwie tyle żeby nie wstydzić się, patrząc w lustro. Jednak w szaleństwie, szukając drogi i swego miejsca w pierwszej linii walczących, widział wiele zdarzeń, poznał wspaniałych ludzi, którym oczywiście nie mógł dorównać. Nigdy nie spodziewał się żyć tak długo, teraz, czasem podejrzewa, że nie uda się umrzeć, zanim nie przedstawi co słyszał i widział. Arma Virumque cano, być może, jedyne usprawiedliwieniem zbyt długiego życia, zabierania miejsca na świecie.
Książka to powieść, oparta na faktach. Ale także, sensacyjna, przygodowa, dreszczowiec, utwór napięcia i horror tak straszny, że po przeczytaniu go można z uśmiechem czytać najgorsze produkty wyobraźni pisarzy, specjalizują się w grozie i zbrodniach (prawdziwe życie często przewyższa fantazję). Akcja rozpoczyna się pod huraganowym ogniem karabinów maszynowych i potem napięcie stopniowo rośnie. Można to nazwać - codziennym życiu na krawędzi grobu. W kraju ponad dwukrotnie zdziesiątkowanym, gdzie okupanci wybiórczo zamordowali najlepsze 22% ludności. To wyjaśnia, dlaczego wspaniałe kiedyś społeczeństwo pogorszyło się, na skutek negatywnej ewolucji.
Jeszcze jedno: czytelnik może spojrzeć na nieznany, niemal egzotyczny świat, do skrawka ziemi odizolowanej, odgrodzonej i uszczelnionej przez okupantów, gdzie celowo popełniali oni większości przestępstw, zamierzając nie zostawić żywych świadków. W kraju, gdzie nigdy nie zaprzestano walki, zgodnej z długą tradycją, o wolności naszą i wszystkich ludzi. (Hasło Wehrwolfu, przejęte od ostatnich, wycofujących się oddziałów SS, to „Schlag tot, schlag tot, schlag alle tot!”).
Patrz także:
Uwaga: książka stanowi fikcję literacką i osoby oraz nazwiska w niej występujące są wymyślone, a wszelkie podobieństwa do osób żyjących lub nie, całkowicie niezamierzone i przypadkowe.
Druk w Polsce, Poznań 1999.
Wydawnictwo Autorskie.